Czasem taka myśl przyleci nie wiadomo skąd
Że dlaczego nie wiesz ale lubisz tylko ją
Bo odkryłam dziś na nowo najprawdziwszy cud
Że wieczory niosą smutek a poranki chłód
Z godziny na godzinę z kwiatu na kwiat
Nie wszystko odkryć się da
Za mała jestem aby zmienić ten świat
Za duża by słuchać rad
Tyle uwag na dziś co do losu
Z godziny na godzinę w górę i w dół
Wyłożyć nogi na stół
I nie dbać o opinię wpływowych kół
Mieć tylko ćwierć albo pół
Drogą prostą jak sen dojść do głosu
Swoje życie chciałam zmienić w idealny byt
Próbowałam walczyć z losem a tymczasem zbyt
Wiele różnych miłych rzeczy ominęło mnie
Więc być może czas najwyższy aby odkryć że
Wielki z ciebie pan potrzebujesz zmian
Stale pędzisz i ciągle cię brak
Wszędzie wpychasz nos
Nie dbasz o swój los – wolny ptak
Twe zwyczaje znam nie masz serca dla dam
Swoją władzę podkreślasz od lat
Nic nie dajesz na zawsze
A gdy tylko nie patrzę – biegniesz w świat
Zanim opowiesz jak wiele jest jeszcze przed nami
Zanim pogodzisz złych mężów z dobrymi żonami
Zanim wyliczysz nam kroki dzielące od celu
Pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj
Wie o tobie wszystko
Zna twój pierwszy raz
Płynie cofa goni
Czas czas czas
Liczysz każdy rok robisz mały krok
Skaczesz z dnia na dzień
Nosisz plecak i buty
Zmieniasz styczeń na luty – jawę w sen
Tylu ludzi znasz tyle epok masz
Chyba mógłbyś nauczyć nas żyć
Walka z tobą to cios
A błaganie o głos – nie da nic
Zanim otworzysz ramiona dla chorych z miłości
Zanim wypiszesz recepty od żalu i złości
Zanim zamienisz nasiona w czerwone korale
Pozwól na chwilę odetchnąć i pożyć daj
Muzyka: Jan Hnatowicz Słowa: Anna Treter, T.W.Krawczyk
Szara noc szary dzień wokół tylko szara mgła
Jak tu żyć gdzie tu wiać skąd na świecie tyle zła
Nie pomaga czekolada
Kiedy każdy krok to błąd
A przemożna siła doznań
Gdy ci wszystko leci z rąk
Staraj staraj staraj się przetrwać taki dzień
Chociaż czara czara goryczy leje się
Wiara wiara niech cuda czyni jeszcze raz
Zanim szara szara codzienność spali nas
Kawy trzy piwa dwa może jedna dobra myśl
Jak uwolnić lewą nogę żeby w prawo dalej iść
Czeskie błędy są dziś trendy
Gdzie się podziać tu czy tam
Tory przeszkód toną w deszczu
Jak pociągnąć taki kram
Staraj staraj staraj się przetrwać taki dzień
Chociaż czara czara goryczy leje się
Wiara wiara niech cuda czyni jeszcze raz
Zanim szara szara codzienność spali nas
Wiara wiara lepiej nie wierzyć w żaden cud
Będzie cudnie ale w tygodnia ósmym dniu
Miała bardzo dużo piegów rude włosy śmieszny nos
Dobra była z angielskiego i z fizyki też jej szło
Nie mówiła nigdy wiele w domu troje było ich
Ojciec był nauczycielem i miał na nich dobry wpływ
Klasa jej nie polubiła może przez ten śmieszny nos
Chociaż dobrze się uczyła i z fizyki też jej szło
I pewnie studia były przed nią i mogła miłość mieć niejedną
I może ten jej warkocz rudy ktoś naprawdę by polubił
A ona poszła na strych w domu został ten list
Że świadoma jest swoich czynów
I że dosyć już ma tej udręki bez dna
I nikogo nie obwinia
To był chłopak bardzo zdolny no i w piłkę nieźle grał
Wszystkim zawsze dawał ściągi i do wierszy talent miał
Mieszkał w domu naprzeciwko więc najlepiej chyba wiem
Że nocami przesiadywał bo nie imał się go sen
Nikt się nawet nie domyślał że tak ciężko było mu
To był taki zdolny chłopak ale bez niej nie mógł już
A przecież szanse miał na karierę mógł być nawet inżynierem
A przecież tyle było przed nim a on czuł się niepotrzebny
I poszedł kiedyś na dach i zanim upadł na wznak
Sytuację opisał w dwóch słowach
Że mu czegoś tu brak że nie taki ten świat
I w dal za nią poszybował
Zdarza się nie zdarza się
Czy to sprawa przeznaczenia
Jeden krok i cały świat
Już na zawsze się odmienia
Gdyby nie ten dzwonek do drzwi
Gdybym wtedy mogła tam być
Może dzisiaj byłoby inaczej
Kto postawił ciebie i mnie
Na tej samej drodze w ten dzień
Czemu nie odwrócił biegu zdarzeń
Daj kiedyś nam popłynąć tam gdzie właśnie wschodzisz
Daj kiedyś nam popłynąć właśnie tam
Za jakiś czas daj jeszcze raz nam się urodzić
Za jakiś czas daj nam kolejny raz
Gdyby linie naszych dłoni
Ktoś opisał jeszcze raz
Gdyby zmienić układ planet
Gdyby chwila chciała trwać
Mogłabym cię witać co dzień
Mogłabym a każdy twój sen
Byłby kolorowy jak landrynki
Mielibyśmy kota i psa
Ty byś był poetą a ja
Kupowałabym ci mandarynki
Potłuczone dwa kieliszki
Złota rybka wpadła w sieć
Więc będziemy już szczęśliwi – może tak a może nie
W kącie cicho nam wyrasta
Koniczyny mały kwiat
Nie ominie nas już wiosna – może nie a może tak
Gdy zamienisz mój aniele
Wszystkie piątki na niedziele
Wtedy życie straci smak
Może nie może nie
Chyba tak chyba tak
A gdy oddasz złote stosy
Za szczęśliwych parę groszy
Czy rachunek zgodzi się
Może tak może tak
Chyba nie chyba nie
Naszych losów drogowskazy
Poustawiał dobry wiatr
Nie musimy gnać na oślep – może nie a może tak
Odnaleźliśmy zaklęcie
Choć leżało gdzieś na dnie
Teraz pewnie będzie raj – może tak a może nie
Gdy zamienisz mój aniele …
A co będzie jeśli w raju
Koniczyny barw nie znają
Czy nie lepszy ziemski szlak
Wiatr zatrzasnął drzwi za ostatnim przechodniem
Całe miasto śpi cichnie tumult i gwar
Zasnął nawet szyld w świetle lampy narożnej
Przystań na zbiegu ulic – mały nocny bar
Wolni od zdarzeń trafiają tu przypadkiem
Jedni przychodzą z deszczu a inni z gwiazd
Wpadną na chwilę – zostają tu na zawsze
Krzesła w tym barze mają dla wszystkich czas
Pewnie samotność sprowadza ich na parter
Z domów gdzie nikt nie życzył im dobrych snów
Ze szklanką w dłoni i łzami na otarcie
Proszą o więcej kiedy stopnieje lód
Wciąż ci się zdaje że jesteś tu przypadkiem
Może przyszedłeś z deszczu a może z gwiazd
Wpadłeś na chwilę zostaniesz tu na zawsze
Krzesła w tym barze mają dla wszystkich czas
Nie wiem kim jesteś i wcale nie chcę wiedzieć
Powiem ci tylko czemu mam smutną twarz
Oczy samotnych gasną już o tej porze
Usta samotnych mówią że czas iść spać
To był chyba jakiś stary film
Ona była zakochana w nim
On powiedział trzeba jakoś żyć
Trzymaj się ty wiesz tak musi być
Wciąż to słyszę trzeba jakoś żyć
Trzymaj się ty wiesz tak musi być
Moje ptaki sfrunęły na ląd
Twoje włosy pokrył pewnie szron
Moje życie wymknęło się z rąk
Twoje biegnie a tak tego chciałeś ...
więc goń
Ja czasami miewam tamte sny
Cicho skrzypią niedomknięte drzwi
Dwa talerze i z komina dym
Głośny śmiech i wyszeptany rym
Jeszcze dzisiaj nie domykam drzwi
Bo czasami miewam tamte sny
Czasem się wspinasz wysoko na palce
Bo drzewem zapachniał twój zielony dom
I choć to pół kroku by dotknąć obłoków
Nie chwycisz gałęzi bo dłonie ci drżą
Lecę tam – no to leć
Widzę to – no to leć
Lecę tam gdzie poranek jest ciepły jak łza
Słyszę to – no to leć
To skowronek się zbudził
Ta chwila to sen więc ją chwyć póki trwa
A młode matki pod wiosny skrzydłami
Rodzą swe dzieci poczęte przez grzech
A gdy zima czas zatrzyma
Uczą je śpiewać i tulą we śnie
Lecę tam ……
Kwitniemy gdy wiosna przysiądzie na progu
Pędzimy by uciec przed żniwem jesieni
Prosimy czasami by wskazał nam drogę
Wierzymy w spojrzenie co wszystko odmieni
Gdy słońcem ogrzany wzbijasz się w górę
Łzy w oczach stają bo płyniesz pod wiatr
Chciałbyś nieba skrzydeł trzeba
A przed gromami ukryje cię mgła
I znowu stoisz przed wystawą
Zmęczona że nie możesz iść
I patrzysz na okładki pism
I patrzysz na okładki gazet
A tam tak pięknie siódme niebo
Tam prezydenci i prałaci
Ale cię nie stać by zapłacić
Bo coś dla dzieci kupić trzeba
Tu jest twój świat twój świat
Nie patrzysz w brudne dno kamienic
Ty wiesz że tu się nic nie zmieni
Tu nie masz dzisiaj żadnych szans
To jest twój świat twój sen
A tutaj znowu krzyk zza ściany
A w bramie leży ktoś pijany
A jutro jeszcze jeden dzień
Tam ona piękna młoda biała
On mroczny gdzieś z dalekich wysp
I ta ich miłość doskonała
Sprzedali o tym wiele płyt
Tam opalony wódz biedoty
Woła o sprawiedliwy świat
Lecz zamiast warczeć to zza krat
Idzie w salony Europy
Tu jest twój świat twój świat...
A tam perłowe samochody
I w blasku fleszów swoje dłonie
Znów zostawiła na betonie
Gwiazda co wczoraj wyszła z mody
Ty za to musisz swoje ręce
Wbijać w codzienny beton dnia
A to od tylu lat już trwa
I nie ma śladu po udręce
Czy ten chłopak to ty
A dziewczyna to ja
Kto i kiedy nam zrobił to zdjęcie
Tylko papier i film
Pamiętają ten czas
Zagubiony gdzieś w życia zamęcie
Czas dużych słów i małych spraw
Czas wielkich scen i gromkich braw
Pewności że tymczasem my
Na złoto zamienimy sny
Czas czułych rąk po nocy brzeg
Czas białych rzęs bo padał śnieg
A czasem gdy trzasnęły drzwi
Czas cichych łez na ciche dni
Czy to byliśmy my ?
Przetoczyły się mgły
Przybliżyła się dal
I przybyło nam mil pod stopami
A ty przytul mnie jak
Tę dziewczynę sprzed lat
I obiecaj że wciąż jest przed nami
Czas dużych słów i małych spraw
Czas wielkich scen i gromkich braw
Pewności że tymczasem my
Na złoto zamienimy sny
Czas czułych rąk po nocy brzeg
Czas białych rzęs bo pada śnieg
A czasem też gdy trzasną drzwi
Czas cichych łez na ciche dni
Tak to my